Ku pamięci tych, którzy zginęli w Górach

 

 

10891763_10202354754630650_6888711900691007336_n Jeśli chodzi o podróżowanie, jestem raczej przewidywalna i moje Sylwestrowe wolne, a raczej kontynuację tego Świątecznego, spędziłam tam, gdzie czuję się najlepiej, czyli w Górach.

I choć zabawa przednia (jak zawsze), to jednak przekonałam się boleśnie, iż cyferki z wagi nie kłamały, wskazując liczbę nie do końca rzekłabym standardową. Te wszystkie czekoladki, ptasie, którego w Norwegii brak i, na które zawsze znajdę miejsce w swoim bagażu, tak by rozkosz choć na chwilę przenieść do kraju Wikingów. Babciny piernik, sernik, moja duma minionych świąt, przypomniały o sobie. A raczej gdzieniegdzie się odłożyły. Płakać jednak nad już dawno wylanym mlekiem nie ma co, trzeba będzie po prostu pocierpieć przy interwałach i treningu cardio, które od poniedziałku, będą nieodzowne.

Gadulstwo jednak mam zapisane w genach, bo przecież wcale o moje wagowe perypetię, w tym wpisie nie chodzi. O ile Sylwestra spędziliśmy bardzo aktywnie, tak Nowy Rok celebrowaliśmy już nieco bardziej statycznie.

Kanapa, pilot i szusowanie, tym razem po kanałach, w poszukiwaniu czegokolwiek sensownego, co nie wywoła po 5 minutach tzw. „ziewającego”. Poszukiwania na: chybił – trafił nie przyniosły pożądanego efektu. Zatem swej kolejnej szansy upatrywaliśmy w przeszukaniu programu tv. Eksploracje zakończyły się pełnym sukcesem, albowiem na „TVP KULTURA” emitowany był film „Jurek”. Maślane oczy w kierunku męża, by wybłagać kawkę, której samej nie chce się robić, kocyk towarzysz nieodzowny kanapowego relaksu i moja pełna gotowość na spotkanie z Jerzym Kukuczką, wybiła!

Dla mnie film kapitalny! Po pierwsze, opowiadał o wybitnym himalaiście! Postaci topowej, choć pojawiają się także inni Wielcy. W sumie, dla mnie, która przygodę dopiero zaczyna, każde nazwisko, jak: Wielicki, Pustelnik, Hajzer, wywołuje ciary. Dokonali bowiem rzeczy, o których śnię, marzę, jednak jeśli 4 dniowy kurs turystki, sprawia, że ostatniego dnia padam, to co musi czuć organizm łamiący granicę 8000 m. n.p.m. mogę się jedynie domyślać…!

Po drugie i może, nie ważniejsze, ale trwalsze. Film stawia pytanie: „Czy realizując pasję jestem egoistą?, Czy to jest dobre czy złe?” I ów zapytani himalaiści zgodnie odpowiadają, że są egoistami, że mają tego świadomość. Uderza ta szczerość, jednocześnie wświdrowując się we mnie, pobudza do refleksji, jak to jest ze mną, czy też już jestem egoistką jeśli chodzi o spełniane marzenia?

I będąc szczera ze sobą, to moja odpowiedź jest również twierdząca. Tak, egoistycznie podchodzę do swoich górskich planów. Nie wiem czy to dobre, czy złe. Nie ocenię tego obiektywnie.

Mogę tylko zdradzić Ci jedno, że nie umiem nie myśleć o Górach. Zmęczona mówię nigdy więcej, jednak, kiedy zmęczenie minie, a znika najczęściej na szczycie, ja nie pamiętam już bólu wspinaczki, a czuję wolność, której nie nazwę słowami, której nie potrafię uwiecznić na żadnym zdjęciu, której nie oddam wierszem. Czuję spełnienie. I docierając na dół, ja już tęsknię do tego uczucia, już czuję nienasycenie.

Już nie potrafię, wytrzymać miesiąca bez spakowanego plecaka, bez chociaż pokonanego pagórka. I dalej egoistycznie będę walczyć o te górskie marzenia.

pierwszy wiersz roku 2015 jest bardzo górski i dedykowany właśnie Jerzemu Kukuczce! 

Lhotse

Na złotej grani,

wśród chmur błękitu.

Walczy o życie,

kolejny kochanek.

Złamawszy granicę

ośmiu tysięcy,

zaczyna modlitwę

błagalną szeptać!

O litość prosi,

gdy zgrabiałe ręce.

Już nie potrafią,

dobrze na ramieniu,

się Twoim wesprzeć…

Nóg swych nie czując,

straciwszy totalną nad ciałem kontrolę.

Powoli, do góry, unosi głowę.

Co tam zobaczył…?!

A może, usłyszał…?

Tego już nigdy, nikomu nie powie.

Ruch Jego ostatni,

to dłoń z czekanem,

wzniesiona do góry,

inaczej, niż zwykle…

To nogi, które -

suną za szybko, ku dołowi!

Ty słysząc o śmierci, gdzieś -

pośród skały.

Stukasz się w czoło,

brawurę jedynie,

w działaniu dostrzegłszy.

Dla Ciebie bowiem,

to zwykły ryzykant.

Dla mnie WYZNAWCA -

Religii najświętszej!!

 

 

 

 

 

  5 comments for “Ku pamięci tych, którzy zginęli w Górach

  1. ~Marcin
    01/03/2015 o 10:16 PM

    :) Ciałem na ziemi -> sercem w górach -> myślami na wodzie – > duszą w niebie -> gdzie jest miejsce dla ciebie? ;p

    • ~Marcin
      01/03/2015 o 10:18 PM

      A zapomniałem link od ciebie mi nie działa niestety :(

      • LENA
        01/06/2015 o 8:28 PM

        walczę z Googlem i chyba przez to coś jest nie tak z tym linkiem ;/

    • LENA
      01/06/2015 o 8:26 PM

      dobre pytanie… :D Idealnie, gdy z Gór, wracam na kanapę na Nizinach, podziwiam niebo w samolocie i łapię kondycję na basenie, by znów móc ruszyć w Góry :D :P

  2. 02/14/2017 o 3:39 AM

    dobre dobre

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *