Wyjątkowi? Są tuż za rogiem!

IMG_20150311_202755

Studia, to był czas naszej nierozłączności, przynajmniej tej mentalnej.  Nie spędzaliśmy ze sobą każdej chwili, nie jeździliśmy wspólnie na każdy koncert. Mimo wszystko w sytuacjach, nazwijmy to umownie “podwyższonego ryzyka” wiedzieliśmy, że możemy na siebie liczyć, że dołożymy wszelkich starań, by pomóc realnie lub wesprzeć, chociażby dobrym słowem, a czasem i nie szczędzić konstruktywnej krytyki. Ten kilka lat, to był także świetny czas poznania nieco siebie, swoich charakterów i swoich pasji. Wtedy w tym duecie, to ja byłam ta spokojna, wyciszona. On szalony i nieprzewidywalny. Po studiach nasze drogi zwyczajnie się rozeszły, różne miasta, inne priorytety, sprawiły, że kontakt z każdym dniem uciekał bardziej i bardziej. Przez ładnych kilka lat raptem kilka razy rozmawialiśmy twarzą w twarz, od święta wykorzystywaliśmy portale społecznościowe, by dać znak, że żyjemy. Dla Nas było to naturalne, wielu uważało, że za wszystkim stoją niespełnione uczucia, żale i pretensje. I, choć w 200% wiem, że się mylili, ludzie wierzą w swoje imaginacje, aniżeli prawdę. Ale w sumie, co mi tam.. niech każdy wierzy, w co chce.

Jeden z tych nudniejszych dni, fb odwiedzany dla zabicia czasu i nagle po blisko roku “ciszy” zaczynamy rozmowę. Od początkowych “cześć” i “co tam” szybko przenosimy się na tematy bardziej złożone, niestety praca przypomina o sobie, stąd umawiamy się na późniejsze pogaduchy. W sumie przegadane jakieś 5h, kilka sporów, kilka zacieszy i te słowo, które skłoniły do refleksji:

Lubię oglądać te Twoje wszystkie foty te, w   których pełna energii bujasz się po świecie. Ale za te, na   których siedzisz, stoisz i wygłupiasz się nad przepaściami, najchętniej bym Ci włoił. Tylko wiem, że   to część Twojego szczęścia i karcę siebie za tą chęć w myślach. I przeklinam tego mentalnego starca, który coraz częściej wyłazi ze mnie.. I cieszę się, że dorosłaś do swoich marzeń, że nie uciekasz od nich, a mnożysz je sukcesywnie. Pamiętaj hamulec jest w każdym samochodzie, a przecież nie zawsze z Niego trzeba korzystać”

I kiedy już zaspokojeni wspólnymi pogaduchami, opuściliśmy swoje towarzystwo, zaczęłam analizować, te słowa jakoś mocniej. Faktycznie strasznie lubię podróżować, uwielbiam moment, w  którym pakuję plecak, kupuję bilet i zmieniam otoczenie. I wcale nie po, to by uciec od męża. Podróżuję, bo to część mnie, to sposób by dzielić się z otoczeniem i najbliższymi szczerym uśmiechem, dobrym humorem i energią.

Moje podróżowanie to w zasadzie, czynność o charakterze dwupłciowym.

Kobieca podróż, czyli ta, w której chcę być sama. Nie potrzebuję wtedy ogromnej dawki adrenaliny, wystarczy przestrzeń, najlepiej górska, termos z zieloną herbatą, muzyka, ulubione buty, aparat i już jestem szczęśliwa.

Podróżowanie po męsku, to zupełnie inna bajka. Wtedy ma się dziać. Po pierwsze potrzebuję towarzysza, najbardziej zaufany jest mój mąż, to też z Nim podróżuję najczęściej. Po drugie nie może zabraknąć adrenaliny. Stąd najczęściej wybieramy teren wymagający, przełamujący nasze wewnętrzne demony. To właśnie, na tych podróżach staram się łamać swoje bariery. To też czas bardzo rozwojowy jeśli chodzi o nasze małżeństwo. Mimo wspólnych niemalże siedmiu lat razem, na takich wyprawach, gdzie zmęczenie wyznacza wszystko, docieramy się inaczej. Wciąż też uczymy się zaufania. To nauka partnerstwa bez słów. To też całkiem niezła lekcja o nas samych.

Dlatego, kiedy najbliżsi dopytują czy nie ciąży mi ten wieczny stan “walizkowo – plecakowy” z czystym sumieniem odpowiadam, że nie. Bo ten stan to moja ładowarka do baterii, które ładuję po mojemu. Jednocześnie jestem pełna podziwu i szacunku dla ludzi, którzy mają pasje kompletnie inne od moich. Którzy są genialnymi rodzicami, których fascynuje nauka, książki, języki, kulinaria, sport, krzyżówki, origami, itp.

I szczerze buntuję się, gdy mówi się o wybitnych jednostkach, bowiem według mnie, wszyscy Ci, którzy mają swoją pasję, są wybitni. Nie każdego pasja będzie spektakularna. Nie każdy będzie ryzykował zdrowiem, życiem, by jego życie było kompletne. Ale każdy, kto znajdzie swoją pasję i nie będzie bał się inwestować w nią energii, będzie swoje otoczenie zarażał pozytywną energią, a to produkt zawsze mile widziany.

Więc niczym specjalnym jest moje życie na walizce, kiedy obok ktoś jest mistrzem swojego świata. Świata, o   którym ja nie mam pojęcia albo, w którym nie umiałabym się odnaleźć!

Z dedykacją dla tych, którzy nie boją się żyć, szukać, zdobywać i realizować siebie!

  1 comment for “Wyjątkowi? Są tuż za rogiem!

  1. ~Marcin
    04/07/2015 o 7:11 AM

    Dość długo nie miałem weny na czytanie :P mimo iż widziałem ze napisałaś i korciło strasznie. Jednak kawka w pracy rano i czytanie to jest to co lubię robić. No ale do rzeczy.
    ….
    „przepadłem w głębi jej oczu, tonąc w uśmiechu i pasji”
    tu pasuje ten drugi cytat ;D czyż nie?
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *